środa, 21 czerwca 2017

11. Życie to nie bajka.

Chyba każdy chciałby być szczęśliwy, znaleźć miłość swojego życia i mieć cudowne życie. Często myślimy, że to na pewno ta osoba, żeby później tylko zawieść się jeszcze bardziej... Dajemy drugiemu człowiekowi całego siebie, kochamy z całego serca, żeby w pewnym momencie zdjąć różowe okulary i zobaczyć, że wcale nie jest tak pięknie jak nam się wydawało. Że w rzeczywistości nie ma ideałów, są tylko maski...

Podobnie było z moim związkiem z Ellie.

- Przepraszam... Za wszystko tak bardzo przepraszam...- wyszeptała, szlochając.
- Co się stało?- byłem, łagodnie mówiąc, nieco zdezorientowany.
- Oszukiwałam cię- patrzyła się w moje oczy z wielkim poczuciem winy.

Tak, to w tym momencie poczułem, jednak nie na długo, że jednak życie chyba nie ma sensu.


-Ellie-

Co by było, gdyby... mogłabym cofnąć czas? Na pewno wszystko zrobiłabym inaczej. Nie wymyślałabym żadnych planów, tylko mówiłabym to, co myślę. Chciałabym szczęścia Michaela, a nie jego zazdrości.

Niektórym mówienie tego, co się ma na myśli, przychodzi łatwo. Innym, takim jak ja, sprawiało to ogromną trudność. Sama przez to nie wiedziałam do końca, co czuję.

Gdy stąd wyjechałam (zresztą zaraz wszystkiego się dowiesz), poznałam kogoś... Kogoś, kto nie był moim ideałem, ale okazywał mną zainteresowanie. Przez chwilę myślałam nawet, żeby nie wracać, bo już wystarczająco wszystko pokomplikowałam. Ale prawda była taka, że ta sytuacja była tak pogmatwana, że dało się ją tylko rozprostować. Poza tym to wszystko była moja wina i musiałam za to odpowiedzieć. Dobrze, że w końcu to zrozumiałam. Lepiej późno niż wcale...

Nie miałam pojęcia, czy Michael mi wybaczy. Na pewno na to nie zasłużyłam. Mój plan idealny był tak naprawdę jedną wielką porażką. Dzwoniąc do drzwi do jego mieszkania, modliłam się, żeby jednak go tam nie zastać. Jednak drzwi szybko się otworzyły, a serce niemal natychmiast odmówiło mi posłuszeństwa.


-Michael-

Byłem pewny, że to Stefan. Powiedzmy sobie szczerze: tylko on do mnie czasem wpadał. Chyba że ktoś miał do mnie interes. Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem... recepcjonistkę. Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie w Londynie, podróż do Innsbrucka, wszystkie spotkania i... ten ostatni trening. Trening, za którym długo tęskniłem. Ostatni dzień, w którym była dostępna bardziej dla mnie niż dla Gregora. Ostatni dzień przed jej dziwną zmianą charakteru.

Teraz miałem wrażenie, że stoi koło mnie taka jak kiedyś, taka, za jaką długo tęskniłem. Że stoi ta, z którą chciałbym spędzać każdą chwilę życia... Ale szybko zszedłem na ziemię, bo Schlierenzauer by mnie chyba zabił, gdyby się dowiedział, że myślałem w taki sposób o jego dziewczynie. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało, że to jego dziewczyna.

Chciałem coś powiedzieć, ale nie zdążyłem, bo nagle tak po prostu odpłynęła.


-Gregor-

Szybko przeniosłem wzrok na ziemię, żeby tylko nie okazywać żadnych emocji. Próbowałem zgrywać twardego, jednak po moim policzku szybko spłynęła pierwsza łza. Tak, ja też czasem płaczę. Szczególnie w takich chwilach, gdy wszystko się wali. Gdy wszystko, co myślałem, że mam, nagle znika. Gdy okazuje się, że życie to jednak nie bajka.

Zadawałem sobie wiele pytań. Dlaczego moja, jak myślałem, miłość życia musiała mnie oszukiwać? Dlaczego nie mogłem po prostu być szczęśliwy? Jaki był ze mną problem?

- Czyli nigdy mnie nie kochałaś?- już nie próbowałem ukryć żalu, który czułem zarówno do niej, jak i do siebie.

Tę pełną napięcia chwilę przerwał mój telefon... Może to i dobrze. Przez chwilę nie musiałem użalać się nad sobą i nad nią.

- Co tam Michael?
- Ellie do mnie przyszła i zemdlała.

Nie wiedziałem, czy on chce mnie nabrać i dlaczego.

- Nie wyszedł ci żarcik, właśnie koło niej stoję.
- Przyjedź z nią do mnie, to ci uwierzę- odpowiedział triumfującym tonem, jakbym naprawdę nie mógł tego zadania zrealizować.
- Dobrze. To za pół godziny.

Szczerze to... już nic z tego nie rozumiałem. Spojrzałem w stronę mojego dawnego ideału i próbowałem cokolwiek wywnioskować.

- Po co dzwonił?- zapytała tak bez emocji.

Bolało mnie to, że przed dziesięcioma minutami byliśmy dla siebie spełnieniem wszystkich marzeń, a teraz nie stać nas nawet było na uprzejme zwracanie się do siebie.

- Twierdził, że jesteś w jego mieszkaniu- pokręciłem głową z niedowierzaniem- Powiedziałem, że będziemy u niego za pół godziny.

Schodziliśmy z góry w ciszy, chociaż Ellie raz powiedziała:

- Nigdy nie przestanę cię kochać.

Jednak nie potrafiłem wtedy nic odpowiedzieć. Byłem zbyt zaślepiony szukaniem ideału, nie dawałem jej wtedy nawet szansy wyjaśnień, choć w głębi serca chciałem mieć to już za sobą. Wymagałem szczerości, jednak sam nie chciałem powiedzieć, o co mi chodzi. Żałosny hipokryta.

- Przyjdź ze Stefanem za 20 minut do Michaela. Tak, to ważne.

Usłyszałem jej rozmowę przez telefon i domyśliłem się, do kogo mówiła. Chciałem zapytać, po co tam mają iść, ale oczywiście tego nie zrobiłem. Wolałem podtrzymywać napięcie między nami. A raczej wmawiałem sobie, że tak będzie lepiej.

Po kilku bardzo wolno płynących minutach, weszliśmy w końcu do domu rodziców.

- Mamo, musimy jechać. Ważna sprawa nam wyskoczyła- krzyknąłem w progu drzwi.
- Tylko chodź jeszcze na chwilę, muszę ci coś dać- powiedziała moja mama zupełnie bez wyrzutu, czego się po niej nie spodziewałem.


-Ellie-

- Już lepiej?- usłyszałam głos, za którym tak bardzo tęskniłam.
- Tak, dziękuję- rozglądnęłam się po miejscu, w którym się znajdowałam. Skoro zemdlałam na polu, chyba musiał mnie przenieść do środka. Tęskniłam za tymi 'wnętrzami'.
- Co się stało?- gdy pytał z taką troską, miałam tylko ochotę go pocałować.
- Słabo się poczułam jakoś... Ale już przeszło.

Nic dziwnego, że się słabo poczułam, skoro nie mogłam złapać oddechu, a serce biło jak szalone.

Mój ukochany nie zdążył nic powiedzieć, bo przeszkodził mu dzwonek do drzwi. Nie wiem, kto był zaskoczony bardziej, ja czy Michi, gdy do mieszkania weszli Stefan i Marisa. Tak za nią tęskniłam! Po prostu ją uwielbiałam.


-Michael-

Niby Stefan wpadał często, ale teraz oczekiwałem raczej Gregora. Jednak ledwo się przywitałem z nim i jego dziewczyną, usłyszałem kolejny dzwonek i tym razem byłem niemal pewny, że to on.

- Ja otworzę- zaproponowała Ellie.

Zrobiła, co powiedziała, a ja tylko usłyszałem w przedpokoju głos kolegi z kadry:

- Co tu się...

Poszedłem zobaczyć, o co chodzi i zobaczyłem przed sobą dwie niemal identyczne blondynki. Wszystko poskładało się w całość...

- Nienawidzę cię- wysyczałem do jednej z nich.

Czy naprawdę nienawidziłem? Nie. Ja po prostu... za bardzo za nią tęskniłem. Zbyt wiele cierpiałem. I oczywiście musiałem palnąć coś, żeby tylko moje życie się nie ułożyło.

-----------------------------------------
Hejka :*
Mocne spóźnienie, zwalę wszystko na szkołę :P
W tym rozdziale w zasadzie wszystko już się wyjaśniło.
Tylko jeszcze nie wszystko zostało powiedziane wprost.
Odsłonięcie całej tajemnicy pod koniec czerwca ;)

Wasza Kinia <3


1 komentarz:

  1. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy xDD rozdział super czekam na kolejny :**
    Udanych wakacji <3

    OdpowiedzUsuń